eXec.plMAGAZYN UŻYTKOWNIKÓW KOMPUTERÓW AMIGA
MAGAZYN UŻYTKOWNIKÓW KOMPUTERÓW AMIGA

piątek, 25. maja, 2018, 10:48

Dodano: 2018-01-24, Autor: Czesław Mnich, Kategoria: Publicystyka, Liczba wyświetleń: 1108

A A A

Amiga Ireland 2018 - relacja z imprezy

Amiga Ireland 2018

Przygotowania do imprezy rozpoczęły się na dobre tak naprawdę dzień przed wyjazdem. Spakowałem wszystko co było mi potrzebne do drogi czyli komputer SamFlex z monitorem, różne dodatki jak przelotki, kable, myszki, głośniki, a przede wszystkim przedłużacz bez którego nie mógłbym nawet podłączyć komputera. Z doświadczenia wiem, że nie ma co liczyć na innych i każdy musi liczyć na siebie. Organizatorzy mają inne problemy na głowie i nie będą zawracać sobie głowy takimi szczegółami. Udało się wszystko spakować do jednej dużej torby a resztę gratów upchałem do plecaka.

Następnego ranka około godziny 7.15 wyjechałem z domu przy okazji podrzucając szwagra po drodze do pracy. Pomimo okropnej pogody i 125 km przede mną dojechałem na miejsce około godziny 8.40 rano. Już na starcie pojawiły się problemy bo barierka do parkingu obok hotelu była zamknięta. Po rozmowie z recepcjonistką dowiedziałem się, że parking jest tylko dla rezydentów i mam zaparkować w centrum handlowym "Town Centre". Dodam, że rok temu nie było jakiegokolwiek problemu z parkowaniem pod hotelem. Nie miałem więc innego wyboru jak zostawić na recepcji torby z Amigą i poszukać miejsca do parkowania. Dobrze, że parking był oddalony o niecałe 400 metrów od hotelu to można było bez problemu wrócić piechotką pomimo deszczowej pogody.

Po wejściu do hotelu zacząłem szukać jakichkolwiek informacji na temat imprezy. Niestety nie uświadczyłem nawet pojedynczego plakatu. To już kolejny raz kiedy organizacja dała ciała. Jako, że byłem już tutaj rok wcześniej postanowiłem sprawdzić czy przypadkiem impreza nie odbywa się w tym samym miejscu co ostatnio. Niestety tamte drzwi były zamknięte a na zegarku dochodziła już dziewiąta.

Przechadzając się po długich korytarzach zauważyłem w jednej sali Trevora Dickinsona wraz z Davidem Pleasance zajadających się śniadaniem. Nie chcąc im przeszkadzać machnąłem z dala ręką na przywitanie i poszedłem szukać sali. W korytarzu natrafiłem na pierwszą pomocną duszyczkę był nim hotelarz, który doradził przeparkować samochód na inne miejsce niż miałem czyli z poziomu A na poziom B. Zrezygnowany ponownie musiałem wyjść na zewnątrz nie mając ze sobą nawet parasola. Po drodze przypomniałem sobie, że w bagażniku zostało mi jeszcze parę rzeczy do zabrania między innymi stojak z monitora.

Gdy wróciłem cały mokry do hotelu to drzwi od starej sali były już otwarte a w środku kręciło się parę osób. Szybko udało mi się znaleźć organizatora imprezy i na starcie zadałem mu parę pytań. Niestety nie był w stanie na nie odpowiedzieć. Nie wiedział na przykład o której zamykają parking, nie wydrukował także jak rok temu imiennej wejściówki co gorsza nie zarezerwował mi nawet miejsca na sali dla mojej Amigi pomimo, że przypominałem mu o tym dwa dni wcześniej na Facebooku. Lekko zażenowany i zniesmaczony całą sytuacją postanowiłem poszukać na własną rękę kryjówki dla mojego komputera. Po niedługim czasie znalazłem wolne miejsce w samym narożniku sali. Nie zastanawiając się dłużej szybko poleciałem na recepcję odebrać sprzęt. Zadowolony tym, że jeden problem mam już z głowy zacząłem przygotowywać stanowisko pracy. Jakież było moje zdziwienie i pozytywne zaskoczenie gdy obok mnie swój sprzęt zaczął wystawiać Trevor. Okazało się, że cały stół zarezerwował wraz z AmigaKit. Wreszcie uśmiechnęło się do mnie szczęście i teraz będzie już tylko lepiej pomyślałem, wtedy nieoczekiwanie podszedł organizator imprezy proponując mi inne miejsce na sali. Oznajmił krótko, Trevor będzie potrzebował więcej miejsca i ten stół musi być wolny pomimo, że sam Trevor nawet go o to nie poprosił. W ten oto sposób stół do końca imprezy pozostał wolny a ja musiałem zmienić miejscówkę. Próbowałem jeszcze dyskutować dlaczego tutaj idealnie pasuję będąc jedyną osobą ze sprzętem NG, ale niestety moje argumenty go nie przekonały i musiałem przenieść się w zaproponowane przez niego miejsce przy okrągłym stole, gdzie już nie było za wiele miejsca dla mnie.

W tej chwili miałem już wszystkiego dosyć i po głowie przechodziły mi różne myśli czy nie spakować się i nie pojechać do domu ale wtedy na sali zobaczyłem znajomą twarz Craiga Harrisona. Jest to człowiek o nietuzinkowym poczuciu humoru, który za każdym razem przywozi imponującą kolekcję sprzętu, jest również organizatorem konkursu "Stunt Car Racer". Niezwłocznie udałem się w jego kierunku aby się z nim przywitać odrywając go na chwilę od Amigi. Po krótkiej wymianie zdań poprawił mi się humor i postanowiłem rozłożyć sprzęt na wyznaczonym przez organizatora miejscu.

Od rana aż do godziny jedenastej na sali panowała straszna pustka z tego powodu, że większość osób która przybyła dzień wcześniej ostro walczyła z napojami wysoko procentowymi do wczesnych godzin rannych pozostawiając dłużej w swoich pokojowych łóżkach. Dla mnie był to idealny moment na zrobienie zdjęć starym, wysłużonym ale dobrze utrzymanym maszynom. Na wielu stołach widniały kartki z imieniem i nazwiskiem osoby rezerwującej stolik. Okazało się, że przy okrągłym stole w większości zasiadają sami Polacy, fani Amigi oraz nieśmiertelnego Commodore. Wśród nich był Tomasz Ankudowicz, redaktor magazynu "Komoda & Amiga plus" wydawanego w dwóch językach, programista Bago mający na swoim koncie sporo produkcji na Commodore i inni. Muszę przyznać, że tak jak rok temu tak i tym razem Polska ekipa dopisała liczebnością co można podziwiać na załączonej poniżej fotografii. Skromnie pochwalę się, że osobiście zagoniłem wszystkich do grupowego zdjęcia aby utrwalić ten niecodzienny widok.

Chodząc rano po sali odwiedziłem przy okazji stoisko A-EONu przyglądając się z bliska jak Trevor instaluje wyciągniętą z dobrze zapakowanego pudełka płytę główną Tabor i wkłada ją do obudowy Tower. Później widziałem jak kręcił się po sali i szukał śrubokręta aby odkręcić śledzia od karty graficznej. Kogokolwiek by nie zapytał o pomoc to każdy rozkładał ręce. Następnym razem jak pojadę na party to obowiązkowo wezmę jakieś narzędzia aby nie musiał się stresować, już teraz wiem skąd ma tyle siwych włosów. Z tego co dowiedziałem się od chłopaków, którzy przyjechali dzień wcześniej w piątek to Trevor przybył na party dopiero późnym wieczorem i za dużo z nim nie rozmawiali. To by tłumaczyło dlaczego rankiem następnego dnia na szybko skręcał Tabora. Nie chcąc mu przeszkadzać w pracy ruszyłem w dalszą drogę po stoiskach.

Jak można było się domyśleć impreza miała charakter retro. Na sali większość maszyn stanowiły Amigi 500, A600 oraz A1200. Widziałem też jedną Amigę 4000 oraz 5 starych ale kultowych maszyn C64. Ze sprzętów NG był Tabor od Trevora, X1000 od Allana Ullmanna oraz mój SamFlex i to by było na tyle w kwestii sprzętu.

Jedynym miejscem gdzie można było zaopatrzyć się w różnorakie akcesoria do Amigi klasycznej czy oprogramowanie było stoisko firmy AmigaKit, które mieściło się zaraz obok stoiska A-EONu gdzie wystawiony był Tabor. W tym roku Sordan zamiast przywozić swój sklep postawił na rodzinę zabierając ją razem na party. Na pewno był to o wiele lepszy wybór niż siedzieć cały czas za ladą i pilnować swoich rzeczy. Z tego co zauważyłem to nawet AmigaKit nastawił się głównie na Amigę klasyczną. W ich ofercie były Kickstarty, przelotki na kartę CF, stacje Gotek, myszki czy adapter SCSI-MicroSD. Z oprogramowania to emulatory Amiga Forever, C64 Forever, gra Swamp Defence2 i Enhancer SE dla PPC. Z gadżetów to jak zwykle breloczki, długopisy, naklejki, zegar ścienny, kubki, linijki, zabrakło jedynie ami-śrubokręta, którym Trevor mógłby poskładać działającego Tabora.

Był jeszcze jeden stolik gdzie rozmieszczone były różne trofea i gadżety na którym dumnie stał włączony C64 z napisem "Ready". Znajdowały się tam nagrody dla zwycięzców gier: "Stunt Car Racer" (kierownica) ufundowana przez Craiga Harrisona, SWOSa (statuetka z piłką) zasponsorował ją Kenny Gaughan, "Paper Plane" (samolot) to gra na C64, nagrodę wydrukowaną na drukarce 3D przygotował Daniel Cyganek. Dodatkowo Sordan ufundował prezent dla najlepszego gracza w "Crazy Priest" w postaci przelotki z kartą z WB3.1.

Na stoisku tym były też różne naklejki czy kubki z logo imprezy czy wydrukowane na drukarce 3D dyskietki. Problem był taki, że wiele osób, które tam podchodziło nie wiedziało czy te rzeczy można sobie zabrać czy trzeba za nie zapłacić. Brak jakichkolwiek informacji czy cenówek niepotrzebnie wprowadzał zainteresowanych w błąd. Największą uwagę zwiedzających przykuły pudełka z oprogramowaniem ulokowane pod stołem z nagrodami.

Po godzinie jedenastej można było zaobserwować napływ nowych ludzi, a gdy sala zaczęła powoli się zapełniać organizatorzy konkursów ruszyli z zapisami na swoje turnieje. Każdy z nich walczył niczym dzielny, nieustraszony akwizytor w jednym celu, aby złapać i zapisać jak największą grupę osób na swoje zawody. Wiele osób nie potrafiło odmówić czy też chciało wziąć udział w kilku konkursach co zaowocowało później tym, że musieli oni biegać od stołu do stołu wprowadzając niemały chaos. Zdarzało się i tak, że zawodnik gdzieś zaginął i reszta osób musiała go szukać. Wyglądało to trochę przezabawnie biorąc pod uwagę fakt, że nie wszystkie konkursy odbywały się obok siebie. Na przykład potyczka w "Crazy Priest" miała miejsce po drugiej stronie sali na komputerze Sordana, a osób chętnych by spróbować swoich sił było naprawdę sporo. Sordan liczył, że znajdzie góra 2 lub 3 osoby a zgłosiło się 15. Dźwięki umierających graczy było słychać po całej sali a śmiechom nie było końca.

W czasie kiedy wystartowały turnieje w tym samym czasie Rob Cranley rozpoczął kurs programowania. Pamiętam jak zapytał na wstępie zainteresowane osoby czy przyniosły ze sobą swój komputer to na sali wybuchnął śmiech. Nie wiem o co mu dokładnie wtedy chodziło czy mamy mu przynieść komputer z kodem źródłowym to go poprawi czy jak? W każdym bądź razie nie dałem rady słuchać jego nudnego jak flaki w oleju wykładu prezentowanego na projektorze i wolałem w tym czasie oglądać potyczki graczy. Szczególnie, że głos wydobywający się z Amig był na tyle głośny, że i tak nie byłbym w stanie usłyszeć wszystkiego co mówił. Ta sytuacja była podobna do rozmowy w knajpie gdzie w tle gada dziesiątki osób oraz gra głośna muzyka. W takiej atmosferze nie ma możliwości aby skupić się na ważnych sprawach.

Po południu zaplanowano przerwę i wiele osób udało się do pobliskiej kantyny. Spotkaliśmy tam kucharza, który pochodził a jakże z Polski. Doradził nam co najlepiej kupić na obiad i w spokoju skonsumowaliśmy posiłek. Po przerwie ruszyły ponownie turnieje, wszyscy dobrze się bawili a czas leciał niczym strzała. O godzinie 15.00 zaprezentowano publiczności tort w kształcie dyskietki, który przygotowała ponoć mała dziewczynka, choć pewnie jej mama w tym pomagała bo był naprawdę pyszny. Korzystając z okazji uwieczniłem ten moment na fotografii. Po lewej Trevor Dickinson po prawej organizator imprezy Iarla Ó'Riada, który rok wcześniej nazywał się Jarlath Reidy. Kogoś mi to przypomina z naszego rodzinnego podwórka ale nie będę tego komentował.

W czasie kiedy prezentowano tort odbywał się finałowy mecz w SWOSa. Niestety tak jak rok temu statuetkę w ostatniej chwili wygrała osoba która ufundowała nagrodę i taka sytuacja ma już miejsce drugi rok z rzędu. Nie wiem jak to jest możliwe, żeby osoba fundująca nagrodę brała udział w konkursie i w razie zwycięstwa zabierała ją z powrotem do domu. Jak dla mnie jest to śmieszne tak samo gdyby sponsor "Miss Polonia" wygrałby konkurs pomimo dużego brzucha i pojechał sobie w nagrodę na wakacje. Jak to mówią "nie mój cyrk, nie moje małpy".

Gdy dochodziła 16.00 postanowiono zebrać od wszystkich imienne identyfikatory w celu wylosowania nagród. Jedna osoba nie wiedziała i oddała identyfikator wraz z czerwonym sznurkiem, który zarzuca się na głowę. Nie trudno można się domyślić, że właśnie ta osoba została wylosowana jako pierwsza i mogła podejść do stolika i wybrać sobie nagrodę. Żeby było śmieszniej okrągły stół gdzie zasiadali Polacy znajdował się na środku sali i od nas w pierwszej kolejności zostały zebrane identyfikatory, które trafiły na sam dół plastikowego pudełka po torcie. Przy kolejnych losowaniach brali udział Trevor z Davidem co zaowocowało tym, że dopiero za 7 czy 8 razem wyciągnięto identyfikator jednego z naszych a przypominam, że nas była spora grupka. Kulminacją wszystkiego było odebranie nagrody przez Bago - polskiego kodera ze sceny Commodore, który jako nagrodę wybrał sobie grę Alien Breed: Tower Assault. Zadowolony wrócił do naszego stolika, a to co zobaczył w środku po otwarciu pudełka przeszło jego najśmielsze oczekiwania. W środku zamiast gry znalazł śrubkę oraz kartkę z jakimś śmiesznym tekstem. Widząc jego zdziwioną minę parsknąłem śmiechem, a łzy same popłynęły ze szczęścia. Tego widoku nie zapomnę przez długie lata. Gdy poszedł wymienić nagrodę na inną organizator imprezy był zdziwiony i nie wiedział o co mu dokładnie chodzi, nawet jak Bago pokazał zawartość pudełka. Odpowiedział, że przecież pudełko jest w dobrym stanie i warto zatrzymać nagrodę tylko dla ładnego pudełka. Bago nie mając zbyt dużego wyboru tak też uczynił.

W planach miała być następnie wideokonferencja z twórcą Flashbacka Paulem Cuissetem, niestety z jakiegoś powodu się nie odbyła. Z gości pojawił się jeszcze Brendan Smith z "Computer Museum of Ireland", który przyjechał specjalnie z Galway. Opowiadał jak wyglądały pierwsze programy na maszyny 8 bitowe i tego typu historie. W tym czasie fani Amigi i Commodore woleli chodzić po sali i nawiązywać kontakty z innymi uczestnikami imprezy. Na swoim stanowisku prezentowałem wiele programów takich jak MPlayer, Hollywood wraz z Designerem, TuneNeta z ładnymi skórkami czy Blendera. Nie zabrakło prezentacji klasycznych gier przy których miałem swój udział. Wiele osób było zainteresowanych moimi ramkami z grami. Pytało się głównie co robię na co dzień, gdzie pracuję, jak długo tu mieszkam, czy jestem programistą, jakich programów graficznych używam itd.

Jednym z moich gości był sam Trevor, który zapytał się czy będę zainteresowany kupnem Tabora. Odpowiedziałem, pewnie tak jak tylko będzie dostępny w sprzedaży. Przy okazji wspomniałem o licznej grupie w Polsce czekającej na ten sprzęt. Pochwalił się jak to był ostatnio na amigowej imprezie w Polsce. Na moje pytanie czy nie czuł się trochę rozczarowany widokiem samych klasyków odparł, że zauważył tam parę maszyn NG. Dodałem, że może ten obraz zmienić jak wypuści Tabora to przytaknął mówiąc robi co jest w jego mocy. Na zakończenie podziękował za rozmowę wziął moją wizytówkę i poszedł dalej.

Uznałem, że jest to dobra okazja aby odwiedzić innych amigowców z którymi dotychczas nie miałem kontaktu. W pierwszej kolejności poszedłem do osoby organizującej kurs programowania z zapytaniem czy byłby wstanie ze mną zrobić grę z widokiem izometrycznym. Odparł, że nie byłoby to trudne do wykonania ale teraz jest bardzo zajęty i mam do niego odezwać się za rok. Zobaczymy co powie na następnej imprezie gdy zadam mu to samo pytanie. Na sali wciąż było jeszcze sporo ludzi to postanowiono zebrać wszystkich do kupy w celu wykonania pamiątkowego zdjęcia.

O godzinie 17.00 niespodziewanie na środek wyszli Trevor z Davidem i zaczęli opowiadać różne historie związane z firmą C= oraz o kolejnych właścicielach Amigi. W pośpiechu włączyłem nagrywanie w telefonie i stojąc 3 metry od nich nagrywałem film z ręki, nie mając statywu, przy okazji zasłaniając innym widok, którzy stali za moimi plecami. Chciałem usiąść na moim krześle ale w tym czasie jedna osoba co nagrywała film usiadła na moim miejscu pomimo wiszącej kurtki i tak stałem jak baran pół godziny a od trzymania telefonu w tej pozycji drętwiała mi już ręka. Na szczęście wkrótce zabrakło miejsca w telefonie i postanowiłem sobie odpocząć siadając na dywanie. Przemówienie ogólnie stawało się nudne, miałem wrażenie, że nie pierwszy raz je słyszę. Próbowałem uchwycić informacje o których wcześniej nie mówili ale nie było ich za wiele. David Pleasance tłumaczył się dlaczego opóźnia się wydanie jego książki "Commodore: The Inside Story" oraz co tam będzie można znaleźć, jaki to był z niego dobry sprzedawca itd. Trevor zaś zadawał mu tylko pytania samemu nie mówiąc za wiele od siebie. Liczyłem, że może coś wspomni o Taborze czy pracach nad systemem ale się myliłem, ale może i tak lepiej niż jak miałby kłamać czy dawać niepotrzebnie złudne nadzieje.

Ogólnie można było zaobserwować, że relacje pomiędzy Cloanto a nimi nie są za dobre. Podczas wywiadu David wspomniał, że gdyby nazwał swój komputer Amigą to miałby do czynienia z tym panem, który stał obok mnie i filmował całe przedstawienie. Mowa tutaj o Mike Battilana, który przez całą imprezę stał i mało z kim rozmawiał a szczególnie nie widziałem aby rozmawiał z kimś ważnym. Wyglądał jakby przyjechał prosto z pogrzebu, byłem w szoku. Pamiętam jego pewność siebie i otwartość jaką zaprezentował na poprzednim Amiga Ireland. Pewnie dostał wiele negatywnych opinii od społeczności amigowej i to było tego powodem.

O godzinie 18.50 zauważyłem jak Trevor pakuje swoje zabawki. Zdziwiony zapytałem parę osób czy coś wiedzą na temat prezentacji Tabora i czy coś przegapiłem. Nikt nic nie wiedział w tym temacie to postanowiłem udać się i porobić na szybko parę fotek samej płyty głównej. Miałem szczęście bo lada chwila byłaby spakowana w torbie. Szkoda, że nikt nie poinformował mnie, że nie będzie pokazu bo bym na pewno poświęcił temu sprzętowi 10 minut jak nie więcej. Na pewno Trevor byłby zadowolony a tak rozkładał ten sprzęt na daremno. No cóż było minęło może jeszcze szansa taka się trafi w niedalekiej przyszłości. Przy okazji stojąc przy stoisku AmigaKit zapytałem się Matthewa Leamana po ile jest adapter SCSI-MicroSD. Gość popatrzył na mnie i wziął do ręki telefon. Po chwili zalogował się na stronę firmową i rzekł 65 euro pomimo widniejącej na stronie ceny 63.25 euro. Odpowiedziałem, że mam ostatnie 60 euro i czy da małą zniżkę to odpowiedział, że nie może bo przywóz tego wszystkiego go kosztował i dodał, że jak kupię za 65 euro to dorzuci mi długopis. Trevor jak to usłyszał to aż się zaśmiał. Patrzę na Trevora, patrzę na gościa ze sklepu i pokazuję mu ostatnie 60 euro jakie miałem w ręce i ponownie pytam czy będzie deal czy nie, w tym momencie za pleców wychodzi Mike Battilana i mówi do mnie nie ruszaj się zrobię fotkę jak płacisz 60 euro. Parsknąłem śmiechem życzyłem wszystkim powodzenia i wróciłem do siebie pakować swój sprzęt. Dla mnie w tym momencie było już jasne, impreza dobiegła końca.

Spakowałem się szybko, wymieniłem telefonami z kolegami i ruszyłem w powrotną drogę. Ale przygoda jeszcze nie dobiegła końca bo z częścią polskiej ekipy spotkałem się zaraz po przyjeździe do Dublina. Wyruszyliśmy w poszukiwaniu nowych wrażeń i atrakcji do domu Sordana, który zaprosił nas na niejeden turniej. Tak właśnie zaczęło się "after party", które trwało do godziny drugiej nad ranem. Popijając trunki bawiliśmy się przy wielu grach a śmiechów nie było końca. Mam nadzieję, że już wkrótce powtórzymy imprezę w niezastąpionym polskim gronie. Szykujcie już swoje dżojstiki!

Czesław Mnich
zobacz inne nasze artykuły » komentarzy: 11



AmigaOS.pl

Polecamy
Najpopularniejsze
eXec blog

Świat poza Amigą: