eXec.plMAGAZYN UŻYTKOWNIKÓW KOMPUTERÓW AMIGA
MAGAZYN UŻYTKOWNIKÓW KOMPUTERÓW AMIGA

niedziela, 22. lipca, 2018, 22:25

Dodano: 2018-07-02, Autor: Marcin "Piana" Pianka, Kategoria: Publicystyka, Liczba wyświetleń: 386

A A A

Jest ch... ale stabilnie

Muszę się przyznać, że miałem już sobie na jakiś czas odpuścić temat teraźniejszości/przyszłości Amigi (obiecałem przecież Naczelnemu tekst o emulacji), ale zostałem wywołany do tablicy. Oto i jestem. Na początku chciałbym wspomnieć, że bardzo cieszę się z powodu kontrfelietonu. To oznacza, że wsadziłem kij w mrowisko. I dobrze, bo ożywcza dyskusja jest niczym tlen dla mózgu.

Pozwolę sobie jednak zlekceważyć teksty o moim rzekomym mesjanizmie i takie tam dyrdymały. Ja, w przeciwieństwie do p. Kraszewskiego, nie będę nikogo stygmatyzował i nie będę uprawiał pokracznej pseudo-psychoanalizy, bo i po co. To nie jest mój poziom. Lepiej skupić się na konkretach.

Na początek podsumuję tekst p. Kraszewskiego. Jednym zdaniem. A brzmi ono: jest ch... ale stabilnie.

Nie ukrywam, iż moje wcześniejsze teksty były reakcją ma super-hiper-mega-optymistyczne komentarze amigowego środowiska tuż po tegorocznej edycji Pixel Heaven. A mogłem wówczas przeczytać, że było po prostu bosko: stoisko, smycze, dwie Amigi oraz płyta Tabor (vel A1222), którą można było sobie nawet obejrzeć (wyobraźcie sobie pośmiewisko gdyby Apple zaprezentowało atrapę iPhone'a zamiast nowego modelu). No i był p. Dickinson (dla niektórych Trevor), który, zamiast działającego nowego modelu, prezentował pasek i buty w charakterystyczną amigową kratę. Śmiać się czy płakać? Szef A-Eona opowiadał też bajeczki, że dołoży starań, że prawdopodobnie, że postara się, że to, że tamto... A nasi amigowi błędni rycerze łykali te bajania niczym gęś kluski i potakiwali z uznaniem. Nie to, co moje słowa, które wzbudziły takie oburzenie w amigowym światku i trzeba je zdyskredytować.

Oczywiście podtrzymuję wszystkie swoje słowa, które napisałem. Z małym tylko sprostowaniem. Jeśli faktycznie, p. Dickinson jest właścicielem lub większościowym udziałowcem firmy A-Eon (nie mogłem znaleźć na ten temat informacji), to może robić co chce. Jego cyrk, jego małpy. Nam nic do tego, że staje się pierwszoplanowym grabarzem Amigi. Pozostaje nam co najwyżej niesmak, gdy porównamy jego wiecznie uśmiechniętą twarz z kolejnymi głodnymi kawałkami, jakimi raczy słuchaczy.

Wracając do opinii o moich tekstach. Zacznę od tego, że po raz enty słyszę, że czas minął. Mleko się wylało. Piętnaście lat temu, panie, to trza było zrobić, a teraz to możemy co najwyżej siedzieć i płakać. I pobiadolić. Olaboga! I bawić się do końca życia się w przekładanie dyskietek. Tak jest przecież najlepiej. Przypomnę zatem wywołane wcześniej przykłady, że tak wcale nie musi być.

Atari próbuje zrobić ruch do przodu, jakim jest niewątpliwie konsola VCS. Środki zostały zebrane na portalu Indiegogo (3 miliony dolarów), co zbija argument o całkowitym braku kapitału. Nie jestem do końca przekonany co do przyjętego modelu technicznego ani biznesowego, ale kibicuję i bardzo jestem ciekaw wyników. Środowiska amigowe nie mogą zrobić czegoś podobnego? Lepiej pielęgnować swój archaiczny sprzęt, dopóki się już całkiem nie zepsuje?

Na stronie eXec.pl pojawiają się co jakiś czas wieści z projektu, mającego na celu stworzenie laptopa w wersji open-source z procesorem PowerPC. Koszty, jak twórcy pokazują, nie są kosmiczne. Dlaczego to zatem koalicja A-Eon/Hyperion nie wchodzi w to? Wystarczyłoby przecież tylko dołożyć własną obudowę, naklejkę z biało-czerwoną kulką, wrzucić na dysk AmigaOS 4.x (a może 5.x?) i sprzedawać jako seria Amiga M. Co stoi na przeszkodzie?

A może metodą jest olanie sprzętu i przeniesienie wszystkiego do sieci? Przykłady takie jak TAWS (miałem zaszczyt przetłumaczyć na język polski) czy też Amibian.js pokazują, że niekoniecznie trzeba się trzymać starych systemów jak pijany płotu. Oba projekty stworzone są przez pojedyncze osoby. Chcieć to móc.

To tylko trzy przykładowe, pierwsze z brzegu, realistyczne (!) ruchy. Nie wymagają one rewolucji ani tym bardziej ruszenia z posad bryły świata. Czego więcej trzeba? Ale, panie, piętnaście lat temu trzeba było decydować, nie teraz - usłyszę ponownie w odpowiedzi. I, że najlepiej to teraz jest pielęgnować to, co się ma, czyli AROS-a, AmigaOS 3.9 a przede wszystkim MorphOS-a, bo to jest najlepszy z wymarłych amigowych systemów. Na takie słowa mogę jedynie wzruszyć ramionami.

Ja wiem, że są sądowe batalie. I przypomina to jako żywo sytuację, gdy rodzina do ostatniej kropli krwi walczy o spadek, gdy tymczasem dom, będący właśnie owym spadkiem, popada w kompletną ruinę. Czy naprawdę nie można podpisać ugody ze wszystkimi zwaśnionymi stronami? Wszyscy chcą zostać grabarzami? Nie do końca chce mi się w to wierzyć. Nie mówię o zdobywaniu świata na nowo czy też robieniu rewolucji, ale, patrząc na ilość dystrybucji linuksowych, projektów na "Malinę" i spółkę jestem w stanie być delikatnym optymistą odnośnie takiego ruchu naprzód.

Zakładanie, że nie ma miejsca na nowy system jest tylko teorią. No, chyba, że ktoś jest jasnowidzem, ale o takich w środowisku amigowym raczej trudno. Dopóki nie ma nowych maszyn, które będą dostępne za rozsądne pieniądze i z pewnym zakresem oprogramowania, to stwierdzenie owo pozostanie na zawsze teorią. Brak ruchu tymczasem powoduje gnicie i odchodzenie do historii - to nie teoria, to rzeczywistość, bo widzimy to na naszych oczach.

Komputery oparte na procesorach ARM przebojem wbiły się na rynek, który ponoć był już całkiem zabetonowany przez procesory X86. Różnej maści komputery jednopłytkowe zdobyły serca klientów. Zatem "aksjomat", że się na 100% nie uda jest tylko usprawiedliwianiem się. W dalszym ciągu jest miejsce na niszowy, ale ciekawy i aktywny system.

Wracając do pojęcia produktu. Amiga jest produktem i żadne zaklinania tego nie zmienią. To, że wokół pewnych produktów tworzą się grupy sympatyków czy nawet subkultury, to nie jest sprawa nowa. I w tym gronie jest Amiga, dzięki posiadaniu wiernego grono twardych miłośników. Ale to jej nie czyni wyjątkową. Dlatego też nie ma co się napuszać i nadymać, bo to skutkuje jedynie oderwaniem od rzeczywistości.

Przypominam, że KAŻDY produkt jest do określonej grupy klientów (szerszej lub węższej). Tak, Windows też. Że też muszę taki alfabet przypominać... Z pewnością Amiga pozostaje (będzie?) produktem dla specyficznej grupy klientów. A mi marzy mi się coś między Linuksem, Windowsem a MacOS-em.

Czy stwierdzenie, że MorphOS jest systemem bez przyszłości to atakowanie czy rzeczywista rzeczywistość? System jest dostępny jedynie na maszyny, których nie produkuje się od dziesięciu lat. Czym to, poza wiekiem maszyn i technikaliami, różni się od Amiga OS 3.9, dla którego maszyny nie są produkowane jakieś 25 lat? Oczywiście nikomu nie bronię się tym zajmować. Ba, nawet cieszę się, że ludzi to "kręci". Jeśli ktoś chce, to może sobie spokojnie przepisać Quake'a na Odrę przy użyciu kart perforowanych. Można? Pewnie, że można! Jedynie trzeba wiedzieć, gdzie się człowiek akurat znajduje a nie próbować kolorować rzeczywistość.

O ile MorphOS jest wspomnianym wcześniej martwym chomikiem w nowej, pięknej klatce, o tyle Vampire i spółka to nic innego jak mumifikowanie umarlaka. Lenin trzyma się dzielnie w szklanym sarkofagu blisko sto lat. Tylko czy Amigi wytrzymają tak długo? No to jak Towarzysze, pomożecie?

Jedna rzecz w tekście p. Kraszewskiego jest zastanawiająca. To zawoalowana groźba środowiskowego ostracyzmu. Cóż mogę na to odpowiedzieć? Jedynie uśmiechnąć się z sympatią i życzliwie popukać się w czoło. A sam spór? Jedni będą cieszyć się z tego, co jest, a inni z kolei będą pragnęli kroku do przodu. Spór pewnie jeszcze dłuuugo pozostanie nierozstrzygnięty i już nie widzę potrzeby dalszego o nim pisania. A dyskusje będą trwały do czasu aż wymrą wszyscy fani (będący obecnie już w kategorii wapniaków).

Autor prowadzi bloga Malinowa Amiga o emulacji (profil na FB tutaj).

Marcin "Piana" Pianka
zobacz inne nasze artykuły » komentarzy: 9



AmigaOS.pl

Polecamy
Najpopularniejsze
eXec blog

Świat poza Amigą: