eXec.plMAGAZYN UŻYTKOWNIKÓW KOMPUTERÓW AMIGA
MAGAZYN UŻYTKOWNIKÓW KOMPUTERÓW AMIGA

piątek, 3. lutego, 2023, 09:04

Dodano: 2019-09-08, Autor: Adam Zieliński, Kategoria: Publicystyka, Liczba wyświetleń: 3351

A A A

Moje amigowe come back...

ZX Spectrum

Pierwszy kontakt z Amigą miałem ok. roku 1989, u kolegi z podwórka pojawiła się Amiga 500. W tamtych czasach każdy komputer w okolicy był objawieniem. Dla jedenastolatka ery końca PRL marka komputera nie miała znaczenia: ZX Spectrum, Timex, Commodore 64, Atari 65 XE, czy w końcu Atari 520 ST i Amiga. Komputer był rozróżniany przez pryzmat gier, które można było na nim uruchomić. Oczywiście Amiga "kasowała" ówczesną konkurencję 8-bitową, a w porównaniu do Atari ST. Pamiętam, że gry z Amigi były jakieś takie "bardziej kolorowe" (ale tu mnie nie krzyżujcie - pamięć to zawodny instrument i możliwe, że krzywdzę Atari). Wraz z końcem Pewex'ów i otwarciem rynku na małe firmy importujące sprzęt elektroniczny, na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku na podwórku zaczęło się pojawiać coraz więcej Amig. Królowały klasyczne "pięćsetki" ale zdarzały się A500+ i A600. W tamtym okresie miałem ZX Spectrum 48+ z niedziałającą stacją FDD3000, więc wypady do kolegów, których komputery oferowały znacznie bardziej rozbudowane gry, przeciągały się do późnych godzin nocnych i niejednokrotnie kończyły się niedwuznacznym "wyproszeniem"... Dziś, gdy to wspominam, czuję zażenowanie, jednak wówczas było raczej rozczarowanie, że trzeba już iść do domu.

Atari 65 XE

Po ZX Spectrum przyszedł czas na Atari 65 XE z magnetofonem i turbo (bodajże nazywało się to Turbo 2000). Ten komputer miałem dość długo, aż nadszedł koniec wakacji 94'. Wróciłem z wyjazdu do kuzynów i zastałem w domu... A1200. Pamiętam jak dziś ten zapach świeżo rozpakowanej Amigi w wersji Magic Box. Z tego co podpowiada mi pamięć w zestawie miałem A1200, grę Denis, DeluxPainta 4, WordWortha. Dziś wiem, że był to zestaw, który - po doposażeniu w dysk twardy - mógł naprawdę sporo. Wówczas Amiga była dla mnie takim PlayStation, głównie służyła do odpalania gier: byli Settlersi, było Cannon Fodder, był Super Frog, no i oczywiście był Mortal Kombat :-). Pamiętam te magiczne sprężynki w joystickach, które wymieniało się praktycznie non stop. Jednak brak dysku twardego skutecznie wykluczył wykorzystanie możliwości systemu Amigi. Cóż z tego, że ten system był rewelacją, jak na tamte czasy; osoba, która pozwoliła na wypuszczenie na rynek A1200 bez dysku twardego powinna zostać ukamienowana. To spowodowało, że wielu moich kolegów Amigę traktowało jak konsolę do gier, a do "poważnych" rzeczy to był PC 486 SX/DX. Takie to były czasy. Mi też gry się "przejadły", zacząłem mieć ochotę na coś innego, poważniejszego. Te chęci zbiegły się w czasie z kolejnymi zawirowaniami wokół Amigi. Na 100% było to już po bankructwie Commodore - możliwe, że chodziło o bankructwo Escomu, naprawdę nie pamiętam. Najpierw wymieniłem A600 na A1200 z HDD. To był skok jakościowy. Różnica w komforcie użytkowania była duża, jednak nadal Amiga kojarzyła mi się głównie z grami. W tym czasie moi koledzy przesiadali się masowo na PC. Tu nawet nie chodziło o gry, bo wówczas jeszcze nie było aż tak kolosalnej różnicy, a w wielu przypadkach Amiga oferowała porównywalne albo lepsze wrażenia z gry. Głównym bodźcem był fakt, że w szkołach promowano komputery PC z DOS i Windows 3.11. To na tej platformie uczono nas programowania, to na niej poznawaliśmy co to jest procesor tekstu, arkusz kalkulacyjny, czy w końcu LOGO i TurboPascal. Na efekty długo nie trzeba było czekać. Rodzice dość masowo wymieniali pociechom "zabawkowe" Amigi, Atari i Commodore na "poważne" PC "do nauki". Przyszedł jednak rok 96' i zdecydowałem ostatecznie o wymianie Amigi na PC... 286... tak, tak, nie pukajcie się w głowę. Amigę wymieniłem na słabszego PC z monitorem i większym dyskiem twardym. Później już do Amigi nie wracałem, choć mój brat przez pewien czas miał A1200 z CD i jakimś turbo (chyba 030, ale nie pamiętam dokładnie). Następnie przyszła ZSW (dla niewtajemniczonych - w tamtym okresie służba wojskowa była obowiązkowa i, jeżeli ktoś nie miał talentów do kombinowania, a nie chciał studiować, to musiał odsłużyć swoje 2 latka dla dobra Ojczyzny). W moim przypadku skończyłem jako żołnierz "sztabowy" i w wojsku zacząłem mieć do czynienia z komputerami, o których w domu mógłby tylko pomarzyć. To właśnie tam, tak naprawdę, skończyła się moja przygoda z Amigą. Po wyjściu do cywila nawet nie wspominałem Amigi. Windows 95, a później 98 i 98 SE jednoznacznie zdominowały mój światopogląd. O Workbenchu i AOS zapomniałem, choć gry z Amigi czasem wspominałem. Jednak z drugiej strony rynek gier na PC przeżywał wówczas pierwszy boom związany z - uważanymi dziś za klasyczne - polonizacjami CD Projektu: Baldur's Gate i Icewind Dale, które pokazały, że na profesjonalnych polonizacjach można zarobić.

A1200 Magic Pack

Mijały lata. Amigą właściwie się nie interesowałem. Pojawiła się za to fascynacja Linuxem. Zaowocowała ona "romansem" z Gentoo i Fedorą. Przyszedł rok 2006 i zaciekawiło mnie Ubuntu, któremu byłem "wierny" przez kolejne lata, aż do 2014 roku, kiedy powróciłem do Windowsa (tu chodziło o wsparcie oprogramowania do obróbki zdjęć - pod Windowsem miałem dostęp do pewnych programów Canona, które dostępne były tylko dla OS X oraz Windowsa). Wróćmy jednak do roku 2006, bo w tamtym okresie ponownie natknąłem się na wzmiankę o Amidze. Nie pamiętam już czemu, ale chciałem mieć ponownie A1200, tym razem z HDD. Szybkie przejrzenie ofert na popularnym portalu aukcyjnym spowodowało, że zacząłem szukać czegoś z "rękojmią" sprzedawcy. Tak trafiłem na eFUNZINe i Pegasosy, które wówczas reklamowano jako następców Amigi. Zacząłem wgłębiać się w temat i zestawienie ceny oraz możliwości nieco osłabiło mój zapał. Przede wszystkim nie chciało mi się uczyć wszystkiego "od początku". A1200, którą chciałem kupić, miała służyć do odpalenia gierek, nie w głowie było mi wykorzystywanie jej do pracy. System może by mnie zaciekawił, bo coś tam po głowie kołatało się o jakimś Magic Workbench. Niestety - z projektów nic nie wyszło - z różnych przyczyn nie mogłem sobie pozwolić na kolejne "pudełko" w domu. Jednak zainteresowanie Amigą już pozostało.

Amiga Forever

W praktyce zainteresowanie przełożyło się na to, że nieco z boku obserwowałem to co się działo przez kolejne lata. Pamiętam swoją ekscytację gdy pojawił się SAM440 i wydawało się, że wszystko wchodzi na dobrą drogę do tego, żeby Amiga mogła zaistnieć z powrotem jako licząca się marka. W tamtym okresie pojawił się nowy sprzęt, pojawiły się zapowiedzi nowego oprogramowania, które miało zmniejszyć przepaść między AOS, a resztą komputerowego świata. Co do MorphOS-a to traktowałem go nieco "z buta". Nie interesował mnie on jako oficjalny następca Amigi. Moje poglądy były bliskie poglądom Konrada Bielskiego. Dziś przyznaję, że się myliłem. To, że MorphOS przeportowano na komputery Apple, dało szansę na przetrwanie i jakąś tam wegetację systemu NG, a dziś pozwala za niewielkie kwoty posmakować jak amigowanie mogłoby wyglądać, gdyby włodarze marki podejmowali inne decyzje. Postaram się tą myśl rozwinąć później. Wróćmy do SAM440. Była chwila, że zacząłem poważnie się zastanawiać nad zakupem tej płyty jako następcy dla mojego nieco wysłużonego PC, na którym było zainstalowane Ubuntu, jednak po porównaniu: cena/wydajność nadal się nie zdecydowałem. Zrobiłem jednak coś innego - zakupiłem Amiga Forever i... okazało się, że emulacja w takim wydaniu w 100% zaspokaja moje potrzeby. Miałem i mam świadomość tego, że żadne z systemów amigowych nie jest w stanie być systemem nr 1. Zbyt wiele braków w oprogramowaniu użytkowym powoduje, że to po prostu niemożliwe. Warto przy okazji zauważyć, że problem ten narasta. O ile jeszcze do +/- 2012 roku było przyzwoicie, w wielu segmentach udawało się zmniejszyć dystans to po tej dacie nastąpiła zadyszka. Kontynuujmy jednak główny wątek.

Tak minęło kolejne kilka lat. Zapał zakupu maszyny NG osłabł zdecydowanie. Nie wyobrażam sobie zakupu osobnego "dużego" komputera, który będzie służył tylko do zabawy. W mniejszej wersji (vide Mac Mini, którego mogę schować za monitorem) takie rozwiązanie było łatwiejsze do zaakceptowania. Na klasyka nie miałem jakoś ochoty. Sama myśl o wymianie kondensatorów, zabawie z lutownicą itp. powoduje u mnie dziwną nerwowość, a myśl o próbie uzasadnienia wydania 1200 zł na komputer, który może się popsuć po 2 miesiącach sporadycznej zabawy powoduje, że odchodzi mi chęć zakupu takiej zabawki. Jednak pozostała ochota na wypróbowanie, co tak właściwie oferują systemy NG. Grzebiąc w sieci natknąłem się na informację, że nowa wersja Amiga Forever udostępnia możliwość instalacji AOS 4.1 FE w wersji dla klasycznych Amig z procesorem PPC. Najpierw więc zakupiłem nowe AF, a następnie wspomniany AOS 4.1. Instalacja przebiegła sprawnie i nie natrafiłem w niej na jakieś poważniejsze problemy. Emulowana maszyna miała dostęp do zdeklarowanych zasobów sprzętowych, bez problemu obsługiwała pada od Xbox One i miała dostęp do sieci. Niestety, bardzo szybko okazało się, że muszę wielu rzeczy uczyć się od początku, a większość dostępnej dokumentacji, na którą natrafiałem, zakładała, że użytkownik zna system AOS. W końcu w ramach testu chciałem zainstalować środowisko CygWin i wymiękłem. Instalacja pod emulacją trwała blisko godzinę i zakończyła się zawieszeniem systemu.

AmigaOS 4.1 FE

Myślę sobie - no, ok, to przez brak umiejętności i doświadczenia. Zacząłem się zastanawiać: co mogę na takim systemie robić. Napisać tekst? Ok, damy radę. Wysłać maila? Też można. Odpalić Google Docs żeby sprawdzić, co przesłał znajomy? No, tego to już nie bardzo. Wydrukować napisany tekst? Nie udało mi się odpowiednio skonfigurować wydruku (brak wiedzy i doświadczenia). Napiszę więcej - brak przeglądarki wspierającej nowe standardy po prostu uniemożliwia wykorzystanie tego systemu do czegokolwiek poważniejszego niż odpalenie dema, czy starej gry, a przecież to samo mogę zrobić w AOS 3.1... Jako laik nie widzę, poza bardziej nowoczesnym wyglądem, większych zalet AOS 4.1. Co z tego, że mam obsługę sieci, skoro nie mam przeglądarki, żeby z niej skorzystać? Obsługa CD/DVD? No, w dzisiejszych czasach można bez tego żyć. Fakt, OWB pozwala wygodnie przeglądać zasoby stron amigowych i pobierać oprogramowanie ale... do normalnego wykorzystywania komputera, w dzisiejszych czasach, to po prostu za mało! Co więcej - w trybie emulacji AOS działa woooolnoooooooo. Odpalenie OWB zajmuje dużo czasu. Kopiowanie plików zajmuje dużo czasu. Ustawienia emulatora wykluczają odpalenie dzisiejszych standardów kodowania filmów, a konwersja na standardy wspierane... to już wymaga zewnętrznego systemu/komputera.

Ja wiem - po emulacji nie ma co spodziewać się cudów, jednak, z drugiej strony, uzasadnienie zakupu choćby SAM440 czy Pegasosa II "z drugiej ręki" jest żadne. Amiga OS 4.1 w swoim obecnym stanie (czyt. bez współczesnej przeglądarki) nie ma racji bytu jako system aspirujący do miana nowoczesnego. To cały czas retro, tyle, że opakowane w bardziej kolorowy papierek, a z drugiej strony, gdy porówna się to do tego co oferuje pod tym kątem AmiKit X, to gdzie tu ta nowoczesność i innowacyjność? Dla mnie kończy się to tym samym - odpalam instalator, wskazuję gdzie ma się zainstalować oprogramowanie i... dostaję gotowe środowisko do pracy. Powiem brutalnie - AmiKit w moim odczuciu jest nawet bardziej kompletny.

Icaros Desktop

W porządku - AOS w obecnym wydaniu nie zrobił na mnie dobrego wrażenia. Sięgnijmy więc po alternatywę. AROS - w teorii ten system ma wiele elementów, które powinny przynieść mu sukces: architektura x86, wsparcie architektury 64-bitowej, otwarte źródła i kilka ciekawych dystrybucji. Mi osobiście najbardziej podpasował Icaros Desktop. Wypróbowałem na maszynie wirtualnej, spodobał mi się. Sięgnąłem więc po starego laptopa Acera, zainstalowałem i... pierwszy problem - jak do ciężkiej cho..ry ustawić polskie czcionki. No dobra, udało się, znalazłem przewodnik Radzika. Polskie czcionki już są. Sieci nie ma. Po kablu nie widzi. WiFi? Widzi, nie łączy. No to, zmieniamy ustawienia routera - sieć niezabezpieczona. Widzi, nie łączy. No dobra, sprawdziłem dokumentację. Posiadana karta sieciowa WiFi nie jest wspierana we wszystkich rewizjach. Istnieje możliwość, że nie jest kompatybilna. Dalej - okazuje się, że karta graficzna Intela też nie jest z tych wspieranych... Odpadłem. Znów, niby można, niby wszystko gra, instaluję i zaczynają się problemy. Tak wiem, moja wina - w końcu w dokumentacji wyraźnie napisali jakie wersje kart są wspierane. Problem w tym, że mój szybki rzut oka na serwisy aukcyjne wyraźnie dał wynik 0 sztuk dostępnych. No skoro nie ma kart WiFi to może chociaż jakiś stary laptop? No i tu znów problemy. Na jednych wersjach danego typu działa, na innych są problemy... Zacząłem się zastanawiać. Tak w zasadzie to na czorta mi kolejny, stary grat w domu? Fakt, przyznaję - w wersji natywnej całość działała bardzo szybko. Nie zmienia to faktu - dostępność sprzętu jest lepsza niż pod AOS ale nadal ograniczona i nie tak łatwa do namierzenia dla osoby bez doświadczenia.

MorphOS

Po takich przygodach pozostał do sprawdzenia ostatni system MorphOS. Pierwsza przymiarka - emulacja. Tu kiepsko. Niby jest możliwość odpalenia, jednak mi całość wieszała się po uruchomieniu okna systemu. No, dobrze, wydatek na Mac Mini w wersji G4 to obecnie ok. 200 - 300 zł (w zależności od stanu i wyposażenia). Nie tak wiele. Mi trafiła się okazja, kolega z forum PPA sprzedawał swojego Miniacza. Impuls - stałem się właścicielem leciwego dość sprzętu.

Wraz z zakupem Maca zacząłem rozglądać się co potrafi natywny OS X w dedykowanej wersji i... no cóż rewelacji nie ma. Problemy podobne jak w amisystemach - brak względnie aktualnej przeglądarki. Tu wiele wskazuje na małą wydajność zestawu. O oglądaniu YouTube czy Netflixa raczej nie ma co marzyć (a przecież oferują to względnie tanie smartfony, których specyfikacja techniczna nie powala).

Wróćmy jednak do MorphOS-a. Kolega z forum grzecznościowo zainstalował mi dualboota (dziękuję, bo z pewnością wiele rzeczy ułatwił "zielonemu" :-)). Pierwszy zonk dla osoby, która nie miała wcześniej kontaktu z produktami Apple - jak przełączać się między systemami? Szybki przegląd sieci - mamy winowajcę, podłączona klawiatura bezprzewodowa Logitecha nie do końca prawidłowo współpracuje z Mac Mini (nieco zbyt późno odpala i w efekcie nasz "maczek" nie reaguje na próby wejścia w tryb wyboru). Zmiana na klawiaturę przewodową na USB rozwiązało problem. Uruchamiam MorphOS-a i... kolejny problem - nie mogę nawiązać połączenia WiFi (powtarza się sytuacja z Arosa). Żeby było śmieszniej w OS X, na tym samym komputerze, nie ma problemu. Więc to nie problem sprzętowy. Muszę jeszcze spróbować ustawić wszystko "na sztywno". Mimo wszystko przyznaję jedno - całość pod MorphOS-em działa naprawdę szybko. Znów jednak brakuje przeglądarki z prawdziwego zdarzenia. Na mały plusik można zaliczyć, że kolega Jacek Piszczek wspomniał coś o przymiarkach do portu przeglądarki, jednak na obecną chwilę są to plany "wstępne", a Jacek wyraźnie zaznaczył, że przy tym porcie będzie potrzebował pomocy.

Cóż, jak widać, sytuacja systemów NG jest praktycznie zbliżona - różnią się dostępnością sprzętu. Jednak to nadal systemy retro, bo ze względu na braki w podstawowym oprogramowaniu trudno o bardziej zaawansowane użytkowanie. Przepraszam - zawsze pozostaje programowanie, które wszystkim systemom jest bardzo potrzebne. Oczywiście pamiętam o możliwości instalacji Linuxa w wersji dual boot ale... albo ja czegoś nie zauważyłem albo faktycznie większość dystrybucji powoli "wygasza" swoje odmiany PPC. Więc co? Kupić sprzęt za 3 tyś. zł (albo i więcej) i przekonać się, że liczba dostępnego oprogramowania spada z miesiąca na miesiąc? W takim zastosowaniu zupełnie innego sensu nabiera port MorphOS na komputery Apple PPC. Są tanie i stosunkowo łatwo dostępne. Fakt, podstawowy system tych komputerów OS X 10.5.8, sam stał się już retro i w wielu przypadkach jego sytuacja jest podobna do systemów amigowych. Na tych maszynach Linux faktycznie może zaoferować nowe życie. Odpowiednio skonfigurowana dystrybucja zadowoli się ograniczonymi zasobami, a jednocześnie pozwoli na względnie wygodne korzystanie z nowych technologii (choć raczej bez szaleństw). Jednak wówczas to głównym systemem będzie Linux, a przecież nie o to chodziło w NG...

Skoro więc nie NG to może Amigi klasyczne?

Karta Blizzard PowerPC

Tu pierwsza myśl, która mi się nasuwa po przejrzeniu portali aukcyjnych jest jedna: kurde, trzeba było kupować tą 1200 w 2006 roku!!! Zysk w przeciągu 13 lat +/- 100%. Takiego zwrotu żadna lokata nie daje. Wróćmy do meritum. Problemem są ceny. O ile jeszcze A500 w rozsądnym stanie można dostać w cenie ok. 500 zł, to kupno A1200, w dobrym stanie, poniżej 1200 zł to już wyzwanie. Oczywiście mówię o wersjach podstawowych. Jeżeli do tego dodamy jakieś rozszerzenie RAM i turbo, to cena rośnie do 1000-2000 zł w zależności od komputera. To jeszcze nie koniec wydatków. W większości przypadków dostaniemy komputer, w którym warto pomyśleć o wymianie kondensatorów - koszt +/- 300 zł. Czyli dostajemy zabytkowy, działający, komputer w cenie 1300-2300 zł, przy czym jego użyteczność w normalnych zastosowaniach będzie znikoma. To jest naprawdę rozrywka dla pasjonatów. Czterdziestolatek, który chce pokazać dzieciom w co się grało w latach jego młodości, przy takich cenach "wymięknie". W tej cenie to można dzisiaj kupić nowoczesną konsolę lub niezły tablet. O cenach bardziej zaawansowanych kart PPC wolę nie wspominać, bo to równowartość naprawdę potężnego komputera, któremu 4K w 60 kl./s. niestraszne. Wiem, to przecież zabytki, tu już wchodzi w grę "podatek" kolekcjonerski. Tyle tylko, że dotyczy on praktycznie tylko Amigi... Komputery innych marek z podobnego okresu nie osiągają aż takich pułapów, więc coś się tu nie zgadza.

Żeby nie było za różowo, nawet jak już kupi taki czterdziestolatek komputer swojej młodości, szybko spotka go "kubeł zimnej wody". Przenoszenie danych - w A1200/A600 to jeszcze względnie łatwe - czytnik kart CF dla gniazda PCMCIA. Rozwiązanie nie wymaga ingerencji w sprzęt i działa. Pozwoli na przegranie ADF'ów, ale żeby to zrobić trzeba jeszcze dostać dyskietki (na szczęście z tym jeszcze nie ma takiej tragedii). Opcjonalnie, najlepiej oczywiście wyposażyć się w HDD lub CF, który będzie pracował jako HDD. To również da się zrobić przy stosunkowo niewielkich ingerencjach. Inną sprawą są ceny, praktycznie każda drobnostka to już kwota 3 cyfrowa. Warto jednak pamiętać, że wszystkie te czynności będą wymagały dość płynnego poruszania się po systemie, którego ergonomia odbiega od powszechnie znanych z Windowsa czy Linuxa rozwiązań. No i na koniec... do czego tą Amigę podłączyć? Nowe telewizory bardzo często nie posiadają złącza Euro czy S-Video. Zabawa w podłączenie do złącza antenowego? No można, jednak jakość obrazu PAL, wyświetlanego na 55 calowym telewizorze 4K, może skutecznie zniechęcić do dalszej zabawy. Jeżeli nie nowy TV, to może stary CRT? 14 calowe kineskopy można kupić za naprawdę małe pieniądze - inną sprawą pozostaje ich stan. Podobnie wygląda sprawa z monitorami. Monitory LCD? Nieszczęsne odświeżanie poziome 15 kHz skutecznie wyklucza 99% dostępnych na rynku monitorów. Na szczęście można kupić jeszcze modele współpracujące, jednak bez gwarancji, że nowe wersje będą takie same jak starsze. W każdym z tych przypadków skończymy z dodatkowym komputerem, dodatkowym monitorem i sporą listą innych, drobnych i mniej drobnych wydatków.

Ile osób, po takich kombinacjach zostanie? Na 10 może 1, a może i to nie. Koniec końców gry odpalane są na emulatorach, przy czym znów - ze względu na nieświadomość - na masową skalę prowadzi się tu piractwo w zakresie użytkowania nielegalnych kopii ROMów Amig. Oczywiście są rozwiązania legalne (Amiga Forever), jednak dla przeciętnego użytkownika PC, który 30 lat temu używał Amigi są to tematy mało znane.

Ja miałem o tyle łatwiej, że przez jakiś czas obserwowałem środowisko amigowe. Dla osoby, która dziś chciałaby po prostu mieć swoją Amigę obecna sytuacja jest dziwna i zagmatwana. Komputery klasyczne są drogie w stosunku do konkurencji z tego samego rocznika. Komputery aspirujące do miana nowych Amig są albo horrendalnie drogie albo niedostępne. Nieoficjalne rozwinięcia systemu AOS 3.1 (Aros, MorphOS) oferują porty na tańsze platformy, jednak są one dość problematyczne w doborze sprzętu (choć trzeba przyznać, że MorphOS oferuje pod tym kątem zdecydowanie najlepsze rozwiązania - port na Mac Mini PPC G4).

Same systemy są... retro. Mimo nowszego wyglądu, mimo lepszych lokalizacji. Mimo wsparcia sieci. To są systemy retro. Próba wykorzystania ich do innych celów niż zabawa będzie technicznym masochizmem. Co ciekawe - jeszcze 10 lat temu była szansa na zmiany. Dziś - praktycznie środowisko wymiera. Dzieje się tak ze względu na bardzo wysoki próg wejścia. Mac Mini PPC nie jest dzisiaj odpowiedzią na ten problem. Ograniczone możliwości techniczne PPC G4 powodują, że nawet przeportowanie nowoczesnej przeglądarki nie rozwiąże problemów multimedialnych, a instalacja Linuxa, nawet jeżeli rozwiąże problemy użytkownika, to przecież nie sprawi, że użytkownik ten będzie korzystał z systemu amigowego - on będzie korzystał z Linuxa. Więc po co będzie uruchamiał system amigowy? Żeby odpalić grę? Żeby odpalić demo? Zgoda, część osób uruchomi aby programować, jednak jaki to będzie odsetek? Na usta ciśnie się hasło "AMIGOWI PROGRAMIŚCI WSZYSTKICH KRAJÓW - RZUĆCIE WSZYSTKO, ŁĄCZCIE SIĘ I PORTUJCIE PRZEGLĄDARKĘ!!!". Niestety - podziały w środowisku powodują, że taki projekt jest niemożliwy do przeprowadzenia. Co ciekawe wśród użytkowników Amig jest sporo inżynierów, techników elektroników, oraz programistów. Niestety, w zakresie przeglądarki słychać jedno zgodne: NIE DA SIĘ!!!. Nie da się, bo brakuje Javy, nie da się, brakuje OpenGL, nie da się, bo... to roboty od groma. No niby racja. Z drugiej strony gdyby tak choć część osób choć zerkała do portowanego kodu i podpowiadała rozwiązania - dałoby to już jakieś wsparcie tym, którym się chce, a tu często brakuje nawet tego.

Raspberry Pi 4

Co ciekawe, mimo paraliżu w zakresie portu przeglądarki WWW i pakietu biurowego mamy prawdziwy wysyp kolejnych pomysłów na karty turbo do Amig klasycznych. To wręcz zastanawia. Są ludzie, którzy potrafią stworzyć układy elektroniczne i oprogramować je. Nie ma ludzi, którzy potrafią przenieść przeglądarkę... Wniosek nasuwa się sam - problemem jest sam system i architektura sprzętowa, która skutecznie utrudnia wykonanie portu. Czyżby jednak Amiga OS i jego następcy nie byli tak cudowni jak mówi krążąca legenda? Na tym tle aż prosi się przeniesienie systemu na ARM i oparcie się na Raspberry Pi 4 lub komputerki oparte na Rockchip 3399, ale tu na przeszkodzie stoi ograniczona moc przerobowa - po prostu ilość programistów pracujących nad systemami NG jest za mała. Co więcej, do końca nie są jasne uwarunkowania prawne w których te systemy powstają i ich zamknięte źródła. Choć z drugiej strony Aros ma otwarte źródła i zasadniczo efektu nie widać. Można też tu przytoczyć akapit o przeglądarce.

No to może chociaż jakiś sensowny emulator sprzętowy? Niby pojawiają się takie rozwiązania, ale przy prognozowanych cenach na poziomie 2000 zł .... to znów będzie sprzęt dla pasjonatów. Pozostaje więc emulacja programowa ale to też nie jest do końca to czego by się chciało.

Wiem o tym, że za chwilę zobaczę tu wpis w stylu: "Kolejny narzekający", "A co ty zrobiłeś?" Odpowiem wówczas, że kupiłem oryginalny AOS 4.1, kupiłem Amiga Forever, kupiłem Maca Mini po to, żeby z czasem, zarejestrować MOSa. Jeżeli powstanie działający port przeglądarki, który będzie płatny, to też za niego zapłacę. Nie umiem programować, mam też dość ograniczoną znajomość języków obcych, która skutecznie utrudnia mi czytanie dokumentacji. Może to niewiele, ale uważam, że takie zakupy wspierają programistów. Pomagam więc jak mogę, na miarę swoich możliwości. Sądzę, że nie będę odosobniony w tezie, że - twarde trzymanie się PPC nic nie daje. Co z tego, że mamy bazę starego softu skoro jest problem z nowym? Stary jest idealny do retro, jednak sprzęt do tego już jest. Kolejne karty turbo nie zmienią sytuacji. Jasne dalej można jak mantrę powtarzać AOS/MOS/Aros jest świetny, jest cudowny dla programisty, jest znakomicie zaprojektowany i ergonomiczny. Jednak ta cudowność się objawia w zakresie oprogramowania użytkowego z prawdziwego zdarzenia? Patrząc z boku można zauważyć, że w środowisku ukształtowało się swoiste wyalienowanie i elitaryzm: no bo przecież AOS to jest najlepszy system na świecie i skoro do niego wracasz, to już na 100% wszystko wiesz... i nie daj Boże skrytykować, czy wykazać się niewiedzą...

Oczywiście - truizmem jest stwierdzenie: AOS 3.1 był rewolucją 30 lat temu. Wówczas był świetny i znakomity, wyprzedzający swoją epokę, jednak przez szereg złych decyzji nie został doceniony w szkolnictwie, a to przełożyło się na jego upadek.

Na koniec pozwolę sobie na małe porównanie: I tak z szansy na odrodzenie Feniksa, pozostały tylko zgliszcza dworu, o które walczą spadkobiercy, nie zwracając uwagi, że padające deszcze podmyły już fundamenty ścian, które przetrwały pożar. Fakt, część służby, która jeszcze pozostała, krząta się to tu, to tam i coś próbuje robić. Z każdym rokiem jednak jest coraz starsza i ma coraz mniej sił, a i kolejni machają na to wszystko ręką i odchodzą. Brak właściciela, który zacznie wydawać polecenia, widać na każdym kroku. Jednak wśród gminu nadal krąży legenda o pięknym ptaku, który mieszkał w pięknym dworze.

Mamy stary, drogi sprzęt. Mamy drogi sprzęt, udający nowy. Mamy 3 różne systemy aspirujące do miana następcy. Mamy notoryczne zamieszanie prawne wokół Amigi. Mamy nieco wyalienowane środowisko, które emulacji software'owej nie uważa za prawdziwe użytkowanie Amigi i czci fetysz sprzętowy. Dodajmy do tego przestarzałą dokumentację, fragmentację wiedzy nt. systemu i otrzymamy obraz rozpaczy. Dla osoby, która chciałaby wrócić do amigowania po 30 latach to istne piekło wiecznego problemu. Jak nie ze sprzętem, to z oprogramowaniem, jak nie z oprogramowaniem, to ze sterownikami, a jak już się to ogarnie... to już tylko nauczyć się nowego systemu, mając dostęp do dokumentacji rozsianej po całymi Internecie. No fakt, nic tylko zaczynać...

Na szczęście dla ludzi, którzy chcą amigować, a niekoniecznie wgryzać się w technikalia i wydawać tysiące złotych powstały pakiety AmiKit X oraz Amiga Forever, które rozwiązują sporo opisanych powyżej problemów i pozwalają czerpać frajdę z zabawy jak z lat 90.

Adam Zieliński
zobacz inne nasze artykuły » komentarzy: 13
AmigaOS.pl
Polecamy
Najpopularniejsze
eXec blog

Świat poza Amigą: