eXec.plMAGAZYN UŻYTKOWNIKÓW KOMPUTERÓW AMIGA
MAGAZYN UŻYTKOWNIKÓW KOMPUTERÓW AMIGA

niedziela, 27. maja, 2018, 03:07

Dodano: 2014-02-19, Autor: Szymon Żyła, Kategoria: Publicystyka, Liczba wyświetleń: 1981

A A A

Wywiad z Adamem Zalepą

SZAMAN/eXec.pl: 29 kwietnia 1994 roku to dla wielu amigowców data niczym 11 września lub 10 kwietnia z wiadomych lat. Byłeś zaskoczony bankructwem Commodore? Zdaje się że w naszym kraju niewiele tak naprawdę wiedzieliśmy o tym co się w tej firmie dzieje? Ja pamiętam, że byłem na początku szkoły średniej i przyznam szczerze, że wiązałem moje plany zawodowe z naszym ulubionym komputerem. A Ty jak wspominasz tamte czasy?

Adam Zalepa: No cóż, bankructwo Commodore nie było dla mnie wielkim zaskoczeniem. Wiadomości były dość skromne, to prawda, ale można było spodziewać się problemów. Nie sądziłem jednak, że tak szybko odwrócą się od Amigi producenci oprogramowania. Czasy były ciekawe, a wszyscy byliśmy piękniejsi. ;-) Nie wyobrażałem sobie pracy bez Amigi na biurku. Bez charakterystycznych cech sprzętu i systemu, który do dziś uważam za jeden z najlepszych. Dzięki Amidze poznałem wiele fantastycznych osób, z niektórymi współpracowałem przez krótszy lub dłuższy czas. Organizowaliśmy ze znajomymi regularne spotkania przy Amidze, czasem graliśmy, programowaliśmy, czasem po prostu "rozgryzaliśmy" jakieś problemy. Było przy tym wiele emocji, ale przede wszystkim widać było pasję poznawania i tworzenia czegoś nowego. A przy okazji uczyliśmy się bardzo wiele od siebie nawzajem. Dzisiaj przy wszystkich zaletach Internetu, bardzo brakuje takich relacji. Większość stała się płytka i banalna, a wirtualny kontakt nie daje tych samych możliwości.

XSoft

SZ.: Ostatnio Apple w efektownej prezentacji wspomina 30 lat komputerów z serii Macintosh. W dyskusji z MDW na Twitterze uświadomiliśmy sobie, że wtedy pierwsza Amiga "zjadała" te wszystkie śmiesznie wyglądające "Maki" na śniadanie. Z kolei właściciele pecetów z tamtego okresu musieli szukać pomocy u specjalisty, aby wyjść z depresji po odwiedzinach w domu właściciela A1000. Jak oceniasz tamtą sytuację? Jak można było zmarnować taką przewagę nad konkurentami? A może po prostu nie dostrzegano tej konkurencji, nikt w Commodore o tym nie myślał, już wtedy Amiga miała być tylko "dojną krową"?

AZ: Przewaga była niezaprzeczalna, Amiga była o kilka długości przed konkurencją. Sam miałem A500 jako jedna z pierwszych osób w mojej okolicy i to naprawdę robiło wrażenie. Faktem jest, że Commodore zmarnowało ogromny potencjał i chyba już nie trafi się taka rewolucja na rynku. Osobiście uważam, że firma padła ofiarą zmieniających się trendów. Świat przestawiał się na inne tory, a Amiga pozostała nie "w tyle" jak się powszechnie uważa, a raczej "obok". Zwróćmy przy tym uwagę na unikalność konstrukcji Amigi zarówno pod względem sprzętu, jak i oprogramowania. Zadajmy sobie pytanie: jak świat przyjął naszą platformę? Widać to bardzo wyraźnie w ogólnokomputerowej literaturze tamtego okresu. Gdy zestawimy wyrażane opinie z cechami ówczesnych systemów, już na pierwszy rzut oka widać ciekawy dysonans. W większości przypadków można zauważyć dezawuację Amigi, która nie może być kładziona wyłącznie na karb niekompetencji. Rozumiem, że "przyjaciółka" była solą w oku wielu osób, ale nie był to przecież pierwszy taki przypadek w historii. Moim zdaniem zakulisowo działo się dużo więcej niż nam się wydaje. Stawia to w zupełnie innym świetle Amigę i jej dalsze losy. Dzisiaj trudno to wszystko zrozumieć, szczególnie osobom, które nie brały udziału w rozwoju rynku komputerowego lat '80-tych. Na pewno z perspektywy czasu wygląda to inaczej, nawet wiele pojęć zmieniło swoje pierwotne znaczenie. Wracając do Commodore, uważam, że firma zbyt łatwo oddała miejsce nowym graczom. Z drugiej strony mało kto spodziewał się zwinięcia rynku do jednego rozwiązania w tak krótkim czasie, dlatego nie zrzucałbym winy tylko na producenta Amigi, sprawa jest dużo bardziej złożona. Można powiedzieć, że Amiga miała swoje "pięć minut", które wykorzystała w pewnym stopniu, jednak świat wyciągnął z tego niewłaściwe wnioski. To co stało się później zagrzebało Amigę głęboko pod ziemią, zeszliśmy do "undergroundu", co ma swoje wady, ale też powoduje, że Amiga może być dalej kojarzona z entuzjastami, a nie tylko produktem korporacyjnym. To też ma swoją wartość. Przez krótki okres mieliśmy szansę stać się jednym ze standardów współczesnej informatyki, niestety nikt o to nie zadbał. Bardzo nad tym ubolewam.

Amiga Meeting 2000 - prezentacja AmigaOS 3.5 Amiga Meeting 2000 Amiga Meeting 2000 - AmiPCI

SZ.: Swoje korzenie masz w 8 czy już 16 - bitach? Ludzie, a także często użytkownicy (czyli np. gracze) bardzo często nie dostrzegali potencjału jaki daje im pierwsza domowa "maszyna licząca". Pytam Cię więc zarówno o Twój pierwszy komputer, jak i o moment w którym się zorientowałeś, że ta "zabawka" ma potencjał dzięki któremu można zacząć tworzyć. A więc jesteś "8" czy "16" i czym się zajmowałeś?

AZ: Zdecydowanie jestem dzieckiem 8-bitów, zresztą moje korzenie są w jeszcze latach '70-tych, więc nie mogłem nie zacząć od platformy Z80. Miałem to szczęście, że w moim domu rodzinnym po 1980 roku pojawił się na stałe Timex 2048, a już wcześniej miałem okazję rzucić okiem na ZX Spectrum. Choć należy przyznać, że większość informacji przyswajałem na sucho, bez komputera, bo dostęp do oprogramowania nie był łatwy. Właściwie od razu wiedziałem, że mogę panować nad sprzętem, musiałem się tylko nauczyć jak to robić, a zaangażowania mi nie brakowało. Wiele w tym zasługi mojego brata Jakuba, który interesował się komputerami i zaraził mnie tym tematem. Oczywiście przygoda zaczęła się od gier, ale zaraz potem była nauka programowania, analiza listingów z "Bajtka" i "Komputera", potem próby pisania większych programów. Do tej pory pamiętam zapach świeżo rozpakowanego pudełka Timexa, dźwięk styropianów i ten smak czegoś zupełnie nowego. Sprzęt, wydawało się rodem z science-fiction, nagle znalazł się na moim biurku i to było niezapomniane doświadczenie. Trochę dziwnie to brzmi dzisiaj w świecie zdominowanym przez technikę, ale 30 lat temu rzeczywistość była inna. Czasem żałuję, że nie mogę do tego wrócić. Po czasach Spectrum przyszła kolej na Commodore Plus/4 i 64 i dalej dużo programowałem, zacząłem też pisać muzykę. Później to wszystko przeniosłem na Amigę.

SZ.: No to teraz przejdźmy do tej bardziej zabawowej części - jakie były Twoje ulubione gry komputerowe z lat młodości?

AZ: Oj grało się, grało :-) Ile tytułów przeszło przez moje ręce nie zliczę, mógłbym wymieniać godzinami, dlatego ograniczę się do kilku mniej popularnych. Na Spectrum bardzo lubiłem "Ant Attack", ciekawą zręcznościówkę w rzucie izometrycznym, co było raczej rzadko spotykanym rozwiązaniem. Polecam też "Timeslip" na Commodore Plus/4, gdzie zastosowano interesujące rozwiązanie z podziałem ekranu na 3 części i co ciekawe, wcale nie oznaczało to zabawy dla kilku graczy na raz. Bardzo przyjemna jest też seria edukacyjna z "Number Builder" i "Number Chaser" na czele. Tu się pochwalę, że miałem kilkadziesiąt oryginalnych kaset wydanych chyba jeszcze przez Commodore i były to pozycje naprawdę warte uwagi. Lubiłem też grać w logiczno-zręcznościową "Treasure Island". Na Commodore 64 wyróżniłbym grę, w której latało się pojazdem kosmicznym wewnątrz komputera, niestety nie pamiętam nazwy, a także "Bubble Dizzy" i "Elvirę", szczególnie drugą część. Na "małym" Atari grałem dużo w "Alleycat", "Choplifter" i "Ghostbusters", chociaż to akurat gry bardzo popularne. Z kolei Atari ST zabrało mi trochę czasu przy "Armour Geddon" czy "Blood". Czas Amigi to już istne szaleństwo, ale pamiętam, że pierwszym tytułem jaki uruchomiłem był "F-15 Strike Eagle II". Nie zapomnę wrażenia jaki zrobił na mnie ekran tytułowy z samolotem bojowym. Potem w kolejności grałem w "Duck Tales: The Quest for Gold", "Hostages" i "Alcatraz". Później dużo czasu spędziłem przy grach bardziej rozbudowanych takich jak "Genghis Khan", "Mega lo Mania" czy "Sim City". Do tej pory lubię przygodówki, wtedy grałem w "Gobliiins", "Universe", "Hook", "Curse of Enchantia", "Simon the Sorcerer" czy też "DreamWeb". Polecam też polski "Lost in mine", rewelacyjny "Perihelion: The Prophecy" i ponadczasowy "Slam Tilt".

SZ.: Kolejnym "komputerowym" krokiem, przynajmniej w mojej historii, było zaangażowanie się w środowisko. Wiele osób było aktywnych na Scenie. Ja dojrzewałem powoli, a zwrotnym punktem był w moim przypadku upadek Magazynu Amiga, który znakomicie spinał nasze środowisko. Z tego co pamiętam Ty w tamtym czasie byłeś już bardzo aktywny. Jak się to wszystko zaczęło?

AZ: Moja działalność na Amidze zaczęła się od prób ingerencji w dyskietki z oprogramowaniem. Nie bardzo wiedziałem jak się do tego zabrać, dlatego posiłkowałem się informacjami z czasopisma "64 plus 4 & Amiga", czytałem też "Kebaba", potem "Amigowca". W tym okresie bardzo wiele się nauczyłem, w większości metodą prób i błędów. W pewnym momencie chciałem mieć "Action Replay" podobnie jak na C64, ale nie potrafiłem go zdobyć. Zacząłem więc szukać programów do edycji dyskowej i analizowałem zapis w edytorze heksadecymalnym. Po jakimś czasie uzyskiwałem zamierzone efekty, choć łatwo nie było. Nie była to dla mnie również zupełna nowość, bo na Commodore 64 programowałem w assemblerze, monitor języka maszynowego na Plus/4 też nie był mi obcy, ale na Amidze to były jednak całkiem nowe horyzonty. Potem zacząłem interesować się innymi sprawami i angażowałem się raz po raz w nowe projekty.

Amiga Vademecum

SZ.: Amiga Vademecum - to pamięta większość amigowców. Fajne kompendium wiedzy o Amidze i problemach z nią związanych przeznaczone dla początkujących. Ile numerów w końcu udało się wydać? Wszystko się sprzedało - bo z tego co pamiętam to była jeszcze końcówka tych komercyjnych amigowych lat?

AZ: Przygotowaliśmy 8 numerów, z których ukazało się 5. Zostały one w wielu miejscach zmodyfikowane w różny sposób głównie podczas składu, niestety bez uzgodnienia z nami. Można więc powiedzieć, że sporo materiału nie ujrzało światła dziennego, a to co zostało opublikowane nie zawsze wyglądało tak jak w zamierzeniach. Sprzedała się większość nakładu, chociaż ilość egzemplarzy była nieporównywalnie mniejsza niż przy np. książce "Amiga od A do Z", gdzie mieliśmy kilka dodruków. Dość powiedzieć, że z ilości kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy trzeba było zejść do kilku tysięcy każdego numeru. Warto też wspomnieć, że "Amiga Vademecum" była sprzedawana m.in. w salonach prasowych "In Medio", a nasze książki dystrybuowano w Księgarniach Informatycznych "Elektronika" oraz w wielu sklepach na terenie kraju, mimo że czasy nie były już zbyt przychylne dla Amigi. Zdarzało się nawet, że współpracę decydowały się podjąć osoby całkiem niezorientowane i, wydawałoby się, w ogóle niezainteresowane Amigą.

Amiga Meeting 2001 - banner

SZ.: X-Soft pamiętam z pierwszego lub drugiego Amiga Meeting w Łodzi. To był chyba jedyny moment kiedy się spotkaliśmy (2000 lub 2001 rok), choć zapewne tego nie pamiętasz. :-) Z tego co sobie przypominam mieliście już wtedy sporo książek, podręczników do wielu amigowych programów. Jak wspominasz tamte czasy? Można takie targi zorganizować teraz? No i co z tymi książkami? Może wersje PDF?

AZ: Rzeczywiście nie pamiętam, widać byłem zbyt mocno rozrywany :-) Staraliśmy się dotrzeć do dużej grupy Czytelników, a mieliśmy bardzo wiele informacji, że użytkownicy Amig mają problemy z podstawami, dlatego postawiliśmy na pozycje dla początkujących. Do tej pory patrząc na dyskusje w sieci uważam, że taka "praca u podstaw" jest potrzebna w pierwszej kolejności. Wydaliśmy w sumie kilkanaście różnych pozycji, poza tym napisaliśmy trochę oprogramowania m.in. grę przygodową w rzucie izometrycznym, elektroniczną książkę kucharską, program do fakturowania, programy edukacyjne z zakresu ortografii, matematyki i fizyki czy też interaktywne plany miast, które niestety nie zostały ukończone. Jeszcze przed papierowymi wydawnictwami sprzedawaliśmy 2 podręczniki w formie AmigaGuide, które można traktować jako pomoc "on-line" do systemu. Wszystkich rzeczy było dużo więcej, napisaliśmy też sporo produkcji dla 8-bitowców, które przenosiliśmy później na Amigę, np. program do przekształceń matematycznych 2D i 3D albo wariację na temat gry "Pssst", gdzie zabija się insekty aerozolem. Noszę się z zamiarem uporządkowania i udostępnienia wielu rzeczy, ale brakuje czasu. W każdym razie materiał źródłowy jest zachowany, w sumie jest to kilkadziesiąt płyt CD zarchiwizowanych w formie obrazów na dysku. Na pewno kiedyś się tym zajmę, bo za dużo tam zostało ciekawych pomysłów, ale nie mogę obiecać żadnych konkretnych terminów. Natomiast "Amiga Meeting" zrodził się z dyskusji na Uniwersytecie Łódzkim i stąd pierwsza edycja miała formę wykładów. Nie wszystko udało się tak jak planowaliśmy, ale ogólnie oceniam całość pozytywnie. Bardzo chętnie wezmę udział w nowych przedsięwzięciach jeśli tylko czas na to pozwoli i będzie to ciekawy projekt. Na razie jednak skupiam się na najbliższych planach.

Amigazyn

SZ.: Obecnie pracujesz nad nową książką o Amidze. Napisz nam coś więcej o niej - to ma być książka poświęcona tylko AmigaOS 3? Co z AmigaOS 4? Jakiś czas temu pisałeś także, że będzie część o historii naszego komputera? Zapewne czytałeś moją historię Amigi, którą opublikowałem na Onet.pl - czy Twoje spojrzenie na te wszystkie czasy jest podobne?

AZ: Praktycznie pracuję nad całą serią książek. Zacząłem od Opusa, bo uważam, że jest to bardzo wartościowy program i to nie tylko dla Amigi. Najbliższa książka będzie poświęcona w całości AmigaOS 3, potem będą na pewno kolejne 3 pozycje dotyczące klasycznego oprogramowania. Chciałbym zająć się także nowym systemem, tyle że w dalszej kolejności jako uzupełnienie i rozwinięcie tematu. Książka o historii Amigi będzie o tyle nietypowa, że jest pisana nie tylko dla Amigowców, a może nawet nie przede wszystkim dla nich. Chcę przedstawić moje spojrzenie na Amigę jako całość bez sztucznych podziałów i dlatego szukam wspólnego mianownika dla środowiska. Niestety moje wnioski są niezbyt pozytywne. Z idei Amigi niewiele pozostało, a to co zaadaptowano do innych systemów zostało mocno zdeformowane. Mimo to nadal widzę potencjał. Amidze potrzeba świeżych pomysłów, impulsu do szerszego rozwoju, a nie tylko ewolucji starych mechanizmów, które są prostu niezbędne do pracy. De facto ostatnie lata niewiele wnoszą poza dostosowaniem do nowszych technologii, a pamiętajmy, że to też dzieje się tylko częściowo. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że poprawa sytuacji nie jest możliwa bez odpowiedniego finansowania, a na horyzoncie nie widać żadnego większego gracza na rynku. Dlatego uważam, że najsensowniejszą opcją jest dzisiaj ukierunkowanie się na rozwiązania mobilne, gdzie oprogramowanie bardzo często spełnia mniej kompleksowe funkcje, a sami użytkownicy są bardziej otwarci na nowe pomysły. Część moich przemyśleń, w formie dość prowokującej, przedstawiam w najnowszym numerze "Polskiego Pisma Amigowego", do którego wydawania ostatnio się włączyłem.

Kucharz

SZ.: Jak sprzedaje się książka o programie Directory Opus 5? Nakład pracy był zapewne spory - warto było poświęcić ten czas dla tak małego już środowiska?

AZ: Ze sprzedaży książki o Opusie jestem bardzo zadowolony. To oczywiście nie ta skala co kiedyś, niemniej sprzedało się kilkaset egzemplarzy, co na tak niszowe wydawnictwo uważam za umiarkowany sukces. Przy czym nie traktuję pisania o Amidze w kategoriach pomysłu na zarabianie pieniędzy. Po prostu uważam, że warto pisać o ciekawych tematach, a wiedza o naszym komputerze nie powinna pójść w zapomnienie. Niestety dobrych jakościowo polskich wydawnictw było niewiele, nawet w latach świetności Amigi. Poza tym hołduję zasadzie, że wartości nie mierzy się pieniędzmi, popularnością czy chwilowym zainteresowaniem, a tym co po nas pozostanie dla przyszłych pokoleń. W zasobach Biblioteki Narodowej "dział Amigi" ma tylko kilkadziesiąt tytułów i warto to zmienić, niezależnie od tego kiedy Czytelnicy sięgną po te pozycje.

SZ.: Zdradź nam swój sposób na pisanie podręczników i książek. Czy pracujesz na żywym materiale - np. pisząc o DOpusie 5 cały czas korzystałeś z tego programu, czy powstaje to zupełnie inaczej?

AZ: Cały czas używam kilku Amig stojących u mnie w domu, pomijając inne "retro" komputery, które ciągle zajmują więcej miejsca niż planowałem. Na szczęście mam bardzo wyrozumiałą żonę :-) Korzystam "na żywo" z programu, o którym piszę, inaczej nie miałoby to sensu. Najpierw robię konspekt książki, dopiero później zabieram się do pracy. Najczęściej robię też na bieżąco zrzuty ekranowe, aby o niczym nie zapomnieć. Bardzo lubię pracować w nocy, potrzebuję maksymalnie skupić się na materiale i wczuć się w klimat. Robię wiele notatek, aby nie zapomnieć o żadnej ważnej kwestii. Bardzo często okazuje się, że najmniej rozbudowane rozdziały wymagają największej pracy, stąd zdarzają się chwile zniecierpliwienia, ale na szczęście to mija. Staram się pisać w taki sposób, aby rozwijać poszczególne wątki dopiero, gdy zaznajomię Czytelnika z podstawowymi pojęciami. Z drugiej strony chciałbym, aby każdy rozdział mógł funkcjonować jako oddzielna część i można było z niego korzystać jak z podręcznej pomocy bez konieczności czytania całej książki. Chętnie napisałbym więcej, mam w planach wydawnictwo o innych komputerach, ale jak zwykle - czas, czas i jeszcze raz czas.

Amiga na Infostradzie

SZ.: Książki o Amidze na pewno nie pozwalają Ci się utrzymać. Jeśli to nie "tajemnica więzień CIA", to czy możesz powiedzieć nam czym zajmujesz się obecnie zawodowo?

AZ: Tak naprawdę wciąż zajmuję się nowymi rzeczami, wieloma na raz. Nie lubię zamykać się w sztywnych ramach, a już na pewno nie w formie pracy "od-do". Z wykształcenia jestem ekonomistą, z zamiłowania informatykiem i muzykiem. Artystyczna część mojego ego na pewno wpływa na pracę. Udało mi się spełnić i sprawdzić w wielu dziedzinach. Interesuje się takimi działami nauki jak historia czy fizyka. Obecnie wykorzystuję swoją wiedzę głównie przy inwestycjach giełdowych, a także poznaję branżę chemii przemysłowej.

SZ.: Czy my wszyscy (Amigowcy) jesteśmy normalni?

AZ: Ja na pewno do końca normalny nie jestem, a najlepiej wiedzą o tym osoby, które mnie lepiej znają i tolerują moje różne wybryki :-) Chociaż pytanie co dzisiaj tak naprawdę oznacza "norma"? Gdy patrzę na to co się dzieje w dzisiejszym świecie uważam, że Amigowcy są i tak bardziej racjonalni od wielu innych grup, a wady mamy wszyscy i trzeba je polubić. Cenię pozytywnie zakręconych ludzi z pasją, którzy nie boją się wyzwań. Ich realizacja wymaga zwykle dużych pokładów odwagi, dlatego na koniec chcę wszystkim życzyć tej siły, abyśmy mogli kroczyć własną drogą. Trzeba ją tylko odnaleźć.

Szymon Żyła
zobacz inne nasze artykuły »



AmigaOS.pl

Polecamy
Najpopularniejsze
eXec blog

Świat poza Amigą: